Czy każdy skazany rozbójnik nosi w plecaku redaktorską buławę? Czy prawomocny wyrok sprawia, że nabiera on jakichś szczególnych umiejętności? Te akurat nie są jakoś nadmierne, sprowadzają się bowiem do obsługi kamerki w smartfonie. Dodajmy do tego mianowanie się dziennikarzem i przepis na fanfaronadę gotowy.
„Dziennikarstwo” tej miary znajduje swój wyraz na w pocie miedzianego czoła stworzonym facebookowym profilu. Nazwy tego czegoś nie powiem „nic to albowiem do rzeczy nie przyda”, ale chętnym podam, że narcyzm i gonitwa nienachalnych myśli bije się tu o lepsze ze znaną (niestety) z trybuny sejmowej manierą zadawania pytań. Pytania – zadawane nota bene – niezbyt wyszukaną polszczyzną mają niby chronić przed odpowiedzialnością. No, nie ochronią. Zwłaszcza w przypadku, gdy ”wypytywani” stracą w końcu do pytacza cierpliwość.
Pytacz nie cofa się przed niczym, jego autorska metoda to bieganie z wywieszonym ozorem po urzędach i komunalnych firmach i pytania. Gdy indagowani nie chcą rozmawiać Pytacz zasiada na siedzeniu kierowcy w swoim samochodzie i wygłasza przemówienia – znów do najcierpliwszego słuchacza – ekranu własnej komórki.
Jedno z ostatnich wystąpień zapewniło piszącemu te słowa repetytorium literackie. Przypomniałem sobie oto kapelana Katza z haskowego Szwejka. Kapelan ów wygłaszał kazania w co drugim słowie korzystając z frazy „i tam dalej” robił to jednak po kilku, kilkunastu flaszkach mszalnego wina. Pytacz chyba nie może się tak wspomagać, wszak wygłasza swe tyrady z samochodu.
Zatem mówi to wszystko na trzeźwo. Niebywałe

Poprzedni artykułPotrącenie piętnastolatki
Następny artykułOŚWIADCZENIE BURMISTRZA GMINY MILICZ