Zamiast złota mieli… amfetaminę i marihuanę. Święto Trzech Króli zwykle kojarzy się z darami, pokojem i powrotami do domu. Ale w Wierzchowicach 6 stycznia zrobiło się znacznie ciekawiej. Policjanci z milickiej drogówki zamiast królewskiego orszaku spotkali na drodze… „Trzech Króli” w wersji turbo.

Tuż po południu 13 funkcjonariusze zatrzymali Renault Clio, które mrugało światłami jak świąteczna choinka – raz świeci, raz nie. Za kierownicą siedział 20-latek z powiatu oleśnickiego. Kontrola miała być rutynowa, ale szybko wyszło, że auto pamięta czasy kadzidła i mirry. Brak świateł, inne usterki – mandat 1500 zł i zatrzymany dowód rejestracyjny.

Nerwy kierowcy zdradzały jednak coś więcej niż troskę o żarówki. Badanie na alkohol – czysto. Narkotesty – też nic. Ale gdy policjanci zapytali o „inne substancje”, święta szczerość w końcu zwyciężyła. Z samochodu wyłonił się woreczek z białym proszkiem. Test? Amfetamina.

Pasażerowie? Też nie pozostali bez roli w tej historii. Jeden – przykładny. Drugi – aż za bardzo szczery. Na pytanie policjantów sam z siebie wręczył słoik z zielonym suszem. Wynik testu? THC, czyli marihuana.

I tak oto, zamiast złota, kadzidła i mirry, nasi „Trzej Królowie” przywieźli amfetaminę i marihuanę. Dwóch z nich pojechało nie do Betlejem, a do Komendy Powiatowej Policji w Miliczu.
Zatrzymani odpowiedzą za posiadanie narkotyków. A morał? Na Trzech Króli lepiej nie świecić jak choinka – zwłaszcza, gdy ma się w aucie coś więcej niż ciastka poświąteczne.

czytaj też  Procesja eucharystyczna w parafii p.w. św. Andrzeja Boboli - fotorelacja
Poprzedni artykułZnów ta trasa…
Następny artykułPorozmawiajmy, choćby i na blokadzie