To miał być jedynie rutynowy sprawdzian procedur. Scenariusz sobotnich ćwiczeń ochrony ludności i obrony cywilnej dla gminy Milicz zakładał czystą fikcję: w lasach w okolicach Gruszeczki gubi się czwórka turystów, a zadaniem służb jest ich odnalezienie. Nikt jednak nie podejrzewał, że pozorowana akcja w ułamku sekundy zmieni się w prawdziwą walkę o ludzkie życie.
W gotowości bojowej czekały już połączone siły: milicka Policja (pod dowództwem nadkom. Mirosława Piegońskiego oraz podinsp. Agnieszki Połczyk), Państwowa Straż Pożarna, Nadleśnictwo Żmigród, lokalne jednostki OSP oraz Gminne Centrum Zarządzania Kryzysowego. Testowano nowoczesny sprzęt – w powietrze wzbiły się cztery drony, w głąb kniei ruszyły cztery quady, a strażackie łodzie patrolowały okoliczne akweny. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, a zegar nieubłaganie zbliżał się do godziny 13:00, która miała formalnie zakończyć zgrupowanie.
Wtedy nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Fikcja stała się rzeczywistością.
Dokładnie w momencie, gdy zmęczone wielogodzinnym treningiem służby szykowały się do powrotu do baz, dyżurny milickiej komendy odebrał dramatyczne zgłoszenie. W okolicach Postolina, podczas grzybobrania, zaginął 72-letni mieszkaniec Wrocławia. Sytuacja była krytyczna – starszy mężczyzna chorował na cukrzycę, a każda minuta spędzona samotnie w gęstym lesie niosła dla niego śmiertelne zagrożenie.
W jednej chwili dowódcy podjęli decyzję: przerywamy pozory, ruszamy na ratunek. Wszystkie siły i zaawansowany sprzęt, zmobilizowane pierwotnie na potrzeby ćwiczeń, zostały natychmiast przekierowane w rejon Postolina. Służby nie musiały tracić cennych minut na organizację sztabu czy dojazd na miejsce – były już w pełnej gotowości, zgrane i wyposażone.
Dzięki temu, że mechanizm współpracy zadziałał perfekcyjnie, finał tej historii okazał się szczęśliwy. Po krótkich, ale intensywnych poszukiwaniach, chory 72-latek został odnaleziony cały i zdrowy.
Te niespodziewane wydarzenia udowodniły, że wspólne treningi i znajomość procedur to nie tylko urzędowy obowiązek, ale realne narzędzie ratujące życie. Sobotnia akcja pokazała, że milickie służby potrafią w mgnieniu oka przekuć wypracowaną teorię w bezbłędne, natychmiastowe działanie. Zamiast udanego podsumowania ćwiczeń, mundurowi odnieśli o wiele ważniejszy, prawdziwy sukces – bezpiecznie sprowadzili człowieka do jego bliskich.




