Winni niskiej dzietności są media, Balcerowicz i kobiety – a nie politycy rządzący Polską od ośmiu lat pod hasłem wzmacniania rodziny. To mniej więcej można usłyszeć od polityków PiS i wtórujących im kościelnych hierarchów. Mamy tez kocopały o kobietach dających w szyję. Teraz, gdy wydawało się, że walka o milicką porodówkę zakończyła się sukcesem do gry wszedł wojewoda dolnośląski.
PiS – owi nadal przeszkadza milicka porodówka i ginekologia. „Światli” działacze tej partii poprzez różnego rodzaju presję spowodowali, że zarząd, wbrew radzie powiatu oraz radzie miejskiej podjął decyzję o likwidacji tych oddziałów w milickim szpitalu. Inna presja – społeczna, a także wniosek o odwołanie starosty – doprowadziła do wycofania się z tej (o)błędnej decyzji, ku wielkiej radości pracowników szpitala, a także lokalnej społeczności, która tego typu opiekę chce mieć tutaj, na miejscu, a nie w Oleśnicy, Wrocławiu czy Krotoszynie. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, Gmina Milicz podjęła uchwałę o dofinansowaniu tych oddziałów, w kwocie rocznej, zbilansowanej straty. I wydawać by się mogło, że przynajmniej ten problem został rozwiązany. Niestety, nie. Pis-owski wojewoda, patron likwidacji milickiej porodówki, działając politycznie na zapotrzebowanie tutejszych likwidatorów, unieważnił uchwałę o udzieleniu finansowego wsparcia przez Gminę Milicz, chcąc za wszelką cenę dopiąć swego. Czytamy na facebookowym profilu burmistrza Milicza
Potrzeba nam, Drodzy Siostry i Bracia, wielkiego duchowego nawrócenia” – napisał w liście pasterskim do wiernych arcybiskup Marek Jędraszewski. Nam, czyli narodowi, którego przyszłość zależy od „otwarcia na błogosławieństwo związane z płodnością”. O otwarcie łatwo nie będzie, gdyż „ta dramatyczna sytuacja w dużej mierze wynika ze sposobu, w jaki we współczesnej kulturze, zwłaszcza w mediach, przedstawia się wielodzietną rodzinę, częstokroć ośmieszając ją i piętnując” – diagnozował hierarcha.
O własną diagnozę pokusiła się także szefowa ministerstwa rodziny i polityki społecznej. „Demografia – dowodziła w Polsat News Marlena Maląg – jest oparta na liczbach i na tym, jaka polityka prorodzinna była wprowadzana przez PO. Od momentu wprowadzania reformy przez Balcerowicza, kiedy Polacy poczuli zagrożenie, kiedy było rekordowo wysokie bezrobocie, brak stabilizacji, młodzi ludzie bali się wtedy podejmować decyzję o tym, żeby rodziły się dzieci. Mamy pokłosie tej sytuacji”. Jeśli do powyższych diagnoz dodamy tę najgłośniejszą, Jarosława Kaczyńskiego (o kobietach „dających w szyję”) – dostaniemy spójny obraz wyobrażeń obozu władzy o tym, skąd w społeczeństwie biorą (lub nie biorą) się dzieci.
Gdzie na tej skali deklaracji i diagnoz umieścić decyzję wojewody? Może w okolicach intelektualnych osiągnięć mędrców, którzy próbowali zastąpić in vitro naprotechnologią? Ta pierwsza ta naukowo sprawdzony sposób na bezpłodność, to drugie to m.in sugestia, by panowie nosili luźne majtki.
Tymczasem dane GUS są zatrważające – w kwietniu 2023 r. urodziło się zaledwie 21 tys. dzieci. To najgorszy rezultat w historii pomiarów GUS. W pierwszych czterech miesiącach roku liczba urodzeń wyniosła niecałe 92 tys. W ciągu ostatnich 12 miesięcy po raz pierwszy w historii III RP urodziło się mniej niż 300 tys. dzieci. Już w ubiegłym roku urodziło się ich najmniej od czasów II wojny.
To efekt ośmiu lat rządów PiS i polityki wobec kobiet, gdzieś tu jest też pański niewielki udział, panie wojewodo.




