W teorii to miała być spokojna lekcja jazdy. W praktyce – pełnoprawny thriller w wersji lokalnej. Bo gdzie indziej, jak nie w Miliczu, kursantka mogła stać się statystką w kryminalnym epizodzie na żywo?
Milicz, popołudnie. Kursantka poćwiczyła manewry, instruktor obserwował drogę, a „L-ka” toczyła się spokojnie. Do czasu.
Drzwi nagle się otworzyły, a do auta wsiadła nieznajoma kobieta. Usiadła jak do siebie i oświadczyła, że *nigdzie się nie ruszy*. Instruktor na moment zaniemówił, ale zachował zimną krew. Wybrał numer alarmowy – bo w takim egzaminie żadna kamera nie pomoże.
Policjanci zjawili się błyskawicznie. Kobieta siedziała niewzruszona, jakby trwała w medytacji zen. Prośby i ostrzeżenia nie zadziałały. Zadziałała dopiero siła fizyczna – i pasażerka została wyciągnięta z pojazdu.
Szybko wyszło na jaw, że 33-latka z gminy Krośnice była pod wpływem alkoholu. A w jej kieszeniach – trzy woreczki pełne niespodzianek. Narkotest nie zostawił złudzeń: amfetamina i spółka.
Zamiast prawa jazdy – proces karny. Zamiast kursu doszkalającego – pobyt w areszcie. Sąd miał ostatnie słowo.
Morał? Czasem lepiej machnąć ręką na przechodnia. Zwłaszcza, jeśli ten przechodzień wygląda, jakby szukał miejsca w filmie drogi.












