Potężne zamieszanie z Narodowym Programem Szczepień, do którego doszło w primaaprilisowy poranek, zapewne nie będzie mieć doniosłych skutków politycznych. Obawiać się powinniśmy jednak skutków społecznych tego – jak określili to rządzący – „błędu systemu”.
Zupełnie niespodziewanie 680 tys. Polaków pomiędzy 40. a 59. rokiem życia otrzymuje szansę zarejestrowania się na szczepienie przeciwko koronawirusowi. Termin: nawet za kilka dni, tuż po świętach wielkanocnych. Powszechne zdziwienie. Przecież aktualnie do szczepień mieli przystępować Polacy z grupy wiekowej 60+. Szybko pojawiają się przypuszczenia, że to głupi żart, w końcu jest 1 kwietnia. Prowadzony przez Centrum Informacyjne Rządu twitterowy profil #SzczepimySię zapewnia jednak, że o żadnym żarcie ani pomyłce nie ma mowy. To samo podczas porannej rozmowy z RMF FM potwierdza odpowiedzialny za Narodowy Program Szczepień szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.
Z pewnością wpadka ze szczepieniami ani nie wywróci rządu, ani nawet nie doprowadzi do dymisji ministra Dworczyka. Swoją drogą, nawet mimo tego primaaprilisowego zamieszania i rozgrzania społecznych emocji, w obecnym rządzie szef KPRM to na dobrą sprawę jedyny polityk, który może udźwignąć taki projekt jak Narodowy Program Szczepień. Bo kto miałby go w tej roli zastąpić, Jacek Sasin?

Rzecz w tym, że epidemia koronawirusa w ciągu ostatniego roku mocno poturbowała rząd Zjednoczonej Prawicy i wszelkie polityczne wskaźniki dotyczące jego pracy. Sondaże poparcia dla partii poszły w dół o jedną trzecią względem stanu z jesieni 2019 roku (średnie poparcie z marca to 31,39 proc.). Stosunek Polaków do rządu – więcej przeciwników niż zwolenników (44 vs 32 proc. wg marcowego badania CBOS-u). Ocena pracy premiera, rządu i prezydenta – w każdym przypadku negatywna (odpowiednio: 60, 62 i 60 proc. wg badania Kantara z początku marca). Nastroje dotyczące sytuacji gospodarczej, politycznej i ogólnej w Polsce – tu też wszędzie przeważa pesymizm (odpowiednio: 37, 48 i 54 proc. wg marcowego badania CBOS-u). Słowem, Polakom naprawdę nie jest dziś do śmiechu, więc każde potknięcie rządu, który i tak jest już na cenzurowanym, liczy się podwójnie, jeśli nie potrójnie.

Mamy zapaść ochrony zdrowia, kryzys gospodarczy, strach i niepewność jutra. Wydarzyło się mnóstwo ludzkich dramatów – tych życiowych i tych ekonomicznych. W sytuacji kryzysowej w naturalny sposób negatywne emocje społeczne zwracają się przeciwko władzy
więcej GAZETA.pl

Poprzedni artykułU nas nie hamuje
Następny artykułObostrzenia? To nie koniec?