Audyt w Milickim OSiR przez jakiś czas był poręczną pałką, którą Marta Kowal Kaczmarek próbowała okładać zarówno byłego prezesa OSiR Jacka Biernata jak i byłego burmistrza Piotra Lecha. O audycie głośno było i przed jak i po jego wykonaniu. Spieszyła się MKK nie tylko do jego publikacji ale i do płacenia. Tak bardzo, że zaniedbano nawet podpisanie obowiązkowego protokołu.
Mamy pismo obecnego prezesa OSiR do audytora. Nie jest to budująca lektura…
Najważniejsze zarzuty wobec audytu OSiR w Miliczu
1. **Dowolna ocena faktów zamiast swobodnej oceny**
Audytor krytykuje szeroki wpis PKD (22 działalności przy 7 faktycznie wykonywanych).
Prawo dopuszcza szerszy zakres PKD w KRS.
„Nadmiarowe” PKD to normalna praktyka, a nie błąd zarządu.
2. **Brak podstawy prawnej do zarzutów wobec uchwał**
Audytor twierdzi, że uchwały o pokrywaniu strat są nieprawidłowe.
Nie pokazuje jednak, jak miałyby brzmieć prawidłowe uchwały.
Nie podaje też jednoznacznej podstawy prawnej swojej krytyki.
3. **Wymyślony obowiązek burmistrza**
Audyt oczekuje, że burmistrz na zgromadzeniu wspólników ma formalnie oceniać „oczekiwania społeczne”.
Taki obowiązek nie istnieje w przepisach.
Burmistrz wyraża ocenę przez głosowanie nad sprawozdaniami i absolutorium.
4. **Gołosłowne podważanie pracy Rady Nadzorczej**
Audytor zarzuca Radzie, że nie wykonywała prawidłowo swoich obowiązków.
Opiera to na fakcie, że Rada pozytywnie opiniowała wnioski prezesa.
Nie pokazuje jednak żadnych realnych przesłanek, by te wnioski należało odrzucać.
Dodatkowo przyjmuje błędne założenie, że Rada „musi” stale zlecać zewnętrzne kontrole.
5. **Mocne tezy bez dowodów**
Audyt nazywa cele i zadania zarządcze „przekraczającymi granicę zdrowego rozsądku”.
Nie przedstawia jednak konkretnych przykładów ani ustaleń, które to potwierdzają.
6. **Żądanie protokołów nieistniejących w prawie**
Audytor krytykuje zmiany na stanowisku prezesa bez „protokolarnego ustalenia stanu spółki”.
Nie wskazuje przepisu, który nakazywałby sporządzenie takiego protokołu.
7. **Krzywdzące podważanie kwalifikacji głównej księgowej**
Audyt neguje doświadczenie i wiedzę głównej księgowej.
Nie sprawdza kompletności dokumentów.
Nie kontaktuje się z księgową.
Nie weryfikuje, jakie dokumenty były wymagane przy zatrudnieniu.
Mimo tego formułuje kategorycznie negatywną ocenę.
8. **Nieudowodniony zarzut w sprawie powierzenia mienia**
Audyt twierdzi, że mienie nie zostało prawidłowo powierzone pracownikom.
Nie wskazuje żadnej podstawy prawnej.
Ignoruje specyfikę majątku spółki, trudnego do przywłaszczenia.
9. **Ignorowanie przeprowadzonych inwentaryzacji**
Audyt zarzuca nierzetelność sprawozdań z powodu braku corocznej inwentaryzacji.
Pomija fakt, że inwentaryzacje były wykonywane, m.in. za 2019, 2022 i 2024 r.
Prezes dysponuje dokumentacją tych inwentaryzacji.
10. **Bezpodstawny zarzut o gotówce i instrukcji kasowej**
Audytor twierdzi, że sposób przekazywania gotówki uniemożliwia prawidłowe rozliczenia.
Nie podaje faktycznego uzasadnienia.
Pomija istniejącą instrukcję kasową obowiązującą od 3 lutego 2009 r.
Wygląda na to, że jej nie znał lub został wprowadzony w błąd.
11. **Niewykazany obowiązek gminy przy refundacji zwolnień**
Audyt nazywa działania gminy w zakresie zwolnień „uznaniowymi i oderwanymi od rzeczywistości”.
Nie pokazuje podstawy prawnej takiej oceny.
Nie podaje szczegółowego, merytorycznego uzasadnienia.
12. **Kwestionowanie zatwierdzania cenników przez burmistrza bez podstawy prawnej**
Audytor twierdzi, że burmistrz nie powinien zatwierdzać cenników OSiR.
Nie wskazuje żadnego przepisu, który by tego zabraniał.
Ignoruje, że spółka realizuje zadania publiczne, a burmistrz jako zgromadzenie wspólników może współdecydować.
Ten audyt to podręcznikowy przykład, jak nie robić audytu.
Zamiast rzetelnej analizy, mamy zbiór mocnych tez bez twardych podstaw.
Zleceniodawca zapłacił za dokument, w którym audytor gubi przepisy i fakty, a później musi być korygowany przez tych, których oceniał.
To trochę tak, jakby zamówić kurs „kompetencji kluczowych”, a w pakiecie dostać pokaz, jak stracić pieniądze i twarz jednym podpisem pod umową.
Jeżeli za tym zleceniem stała osoba, która firmowała się nazwą „Akademia Kompetencji Kluczowych”, to ten audyt jest dla niej antyreklamą na lata.
Zamiast demonstracji kompetencji, mamy pokaz niegospodarności, braku nadzoru nad jakością zlecenia i kompletny brak instynktu samozachowawczego.
Zleceniodawca dostał w efekcie audyt, który poprawiają… audytowani, punkt po punkcie prostując autorowi podstawy prawne, realia funkcjonowania spółki i elementarne zasady rachunkowości.
Najlepszą ilustracją niegospodarności jest tu sama decyzja: wydać publiczne pieniądze na ekspertyzę, którą trzeba ratować dodatkowymi pismami, wyjaśnieniami i – najpewniej – kolejnymi opiniami.












