Wznowiono prace przy budowie sali sportowej przy milickiej dwójce, na której pierwsze lekcje wychowania fizycznego odbędą się jeszcze w tym roku; by gmina Milicz mogła je kontynuować, otrzymała od marszałka dodatkowy milion zł. To dobra wiadomość! SP2 rozwiąże w końcu palący problem zajęć sportowych.
Jest powód do radości. Ale jak się cieszyć z sukcesów? Skoro stoi za nimi burmistrz.
Zamiast tego nagłaśnia się, a wręcz stwierdza się, że gmina znów naraziła się na zbędne koszty; że będzie musiała wypłacić wykonawcy, który – notabene – porzucił plac budowy, tzw. utracone zyski. To jest temat, to brzmi sensacyjnie i tak ma brzmieć w myśl starej zasady: „Im gorzej, tym lepiej”. Trzeba zaniepokoić, postraszyć, wywołać wrażenie o nieudolności urzędu – to się zawsze dobrze sprzeda przed kampanią wyborczą i w trakcie jej trwania. Tylko, że gmina póki co nic jeszcze nie musi; że decyzja sądu gospodarczego wydawana jest niejako z urzędu – bez badania sprawy – na korzyść wykonawców; że dopiero rozprawa sądowa rozstrzygnie spór, a i przemilcza się podstawowy fakt lub podaje się go mimochodem, że takie działania firma ta stosuje wobec wielu samorządów, które wg mnie noszą znamiona próby wyłudzenia. A kto wszystkiemu winien? Wiadomo!
Przejdźmy zatem do faktów.
Firma K-Bud wygrała przetarg na budowę sali sportowej przy milickiej dwójce, bo zaoferowała cenę o MILION zł mniejszą niż następny chętny wykonawca. Mimo wiedzy, że oferent może się nie wywiązać należycie z realizacji zadania (bo w różny sposób powiązany był z wykonawcą milickiego basenu, którego budowa toczyła się nie tylko ślamazarnie, ale była pełna wad i usterek, które odczuwamy do dzisiaj), Urząd Miejski w Miliczu NIE MIAŁ innej możliwości, niż podpisać umowę. Cena nie jest, co prawda, wiążącym czynnikiem wyboru oferenta, ale wspomniany milion zł robi wrażenie nie tylko na mediach, opinii publicznej, ale przede wszystkim na organach ścigania z CBA na czele. Już widzę pytania typu: „Czy gminę stać na to, by płacić milion więcej?!”, „Czy ktoś wziął łapówkę?!” lub stwierdzenia: „Mogło kosztować milion mniej!”, „Finansowe rozpasanie w gminie” itp., itd.
Przy budowie sali przy milickiej dwójce doszło do sytuacji, której urząd od jakiegoś czasu się spodziewał, bo firma K-Bud na podobnych zasadach odstąpiła od wykonania zadania, żądając jednocześnie pokrycia tzw. utraconych zysków w innych samorządach, by wymienić: Szczecin, Płock, Włocławek, Jedlicze, Gryfów Śląski, Siechnice… Podpisywała umowy na zadania w cenie, za którą realizacja inwestycji była wręcz niemożliwa; wykonywała jej część, następnie, interpretując na swoją korzyść przepisy Kodeksu cywilnego, żądała gwarancji, a po uzasadnionej odmowie zlecającego, odstępowała od budowy, występując jednocześnie do sądu gospodarczego, który z urzędu – bez badania sprawy – orzeka na korzyść wykonawcy.
Teraz rozpocznie się „prawdziwy” proces sądowy, na którym gmina będzie miała szanse przedstawić dowody na próbę – nazwijmy to – gospodarczego cwaniactwa. A jeśli prawo prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość, WYGRAMY.
Najważniejsze jest jednak to, że salę buduje wyłoniony w drodze przetargu nowy wykonawca i jeszcze w tym roku uczniowie dwójki będą mieć godne warunki rozwoju fizycznego.
Dariusz Duszyński
kierow. wydz. oświaty, promocji i spraw społ. UM w Miliczu