Wiemy kto stoi za alarmami w czasie matur – donosi Gazeta Wyborcza.

W mediach społecznościowych popularna była teza, że to nauczyciele ze strajkującego ZNP mieli się dopuszczać takiej prowokacji. „Totalną opozycję” z alarmami kleili nawet niektórzy przedstawiciele władzy.

Jak często w takich przypadkach wyjaśnienie może okazać się do bólu banalne. To użytkownicy jednego z forów internetowych są odpowiedzialni za kilkaset alarmów bombowych w czasie tegorocznych matur. Fałszywe ostrzeżenia o ładunkach wybuchowych to ich forma walki z policją. Do tej pory służby są bezradne wobec sprawców

„Zdesperowany uczeń zbudował zasobnik z gazem bojowym fosgen. O godzinie 11 nastąpi detonacja. Bomba jest ukryta w sali, w której zdający piszą egzamin. Ratujcie się, będą ofiary” – e-maile takiej treści otrzymali w nocy z niedzieli na poniedziałek dyrektorzy szkół. 6 maja 122 szkoły z całej Polski – m.in. w Krakowie, Warszawie i Nowym Sączu – zgłosiły, że dostały ostrzeżenia o podłożeniu bomby. Egzamin nie odbył się w jednej szkole, w kilkudziesięciu był opóźniony. Drugiego dnia liczba fałszywych alarmów lawinowo wzrosła, do ponad 660 w całym kraju. Wtedy też „alarmy” dotarły do Milicza. Reagowały policja, straż pożarna, czasem pogotowie gazowe.