– „Milicz swój widzę ogromny“. Tymi słowami rozpoczął pan wywiad 2 lata temu tuż po objęciu funkcji burmistrza. Czy nadal tak Pan myśli?

– To oczywiście zapożyczenie literackie, czyli rodzaj metafory. Ale oczywiście, potwierdzam -widzę Milicz nawet większy niż 2 lata temu, bo budowa poważnej drogi przez dawne lotnisko do szpitala, do osiedla Mickiewicza i do ulicy Sułowskiej, przesuwa obszar miejski i zurbanizowany, bardziej na południe. Krótko mówiąc miasto będzie zaczynało się wcześniej, bo za chwilę dawne lotnisko zapełni się budynkami mieszkalnymi jedno i wielorodzinnymi, lokalami usługowymi, sklepami itp. Milicz będzie większy także poprzez to, że w sensie turystycznym zostanie włączony w Aglomerację Wrocławską ścieżką rowerową, której budowa właśnie się rozpoczyna, na którą otrzymaliśmy dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego. To wynik zgodnej i konsekwentnej współpracy samorządów lokalnych, wśród których jeszcze 2 lata temu nie było gminy Milicz.

– No właśnie tą współpracę i współdziałanie oraz dobre relacje miały być wyznacznikiem pana kadencji, Tak jest?

– No to akurat powinno być widać. Mamy bardzo dobre relacje z sąsiadami, czyli gminami naszego powiatu, ale także w ramach Doliny Baryczy czy szerzej – subregionu wrocławskiego. Nasze dobre kontakty sięgają także strony Wielkopolski Krotoszyna, Ostrowa Wielkopolskiego, Kępna, czego efektem jest to, że Milicz jako jedyna gmina został włączony w obszar Wielkopolski gospodarki odpadami. A przecież starało się o to 14 samorządów z Dolnego Śląska! Udało się tylko nam. Od 2 lat Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej „Dolina Baryczy“ przestało być miejscem gorszących sporów. Spółka nareszcie pracuje w zgodnej współpracy wspólników rady nadzorczej i zarządu. Kilkanaście dni temu osiągnęła efekt ekologiczny, jeszcze niedawno poddawany w wątpliwość, czym zamknęła pozytywnie i z sukcesem największy projekt unijny, zrealizowany na terenie naszej gminy, porządkujący gospodarkę wodno-ściekową. Ustały kłótnie i konflikty w Ochotniczej Straży Pożarnej. Współpraca jest harmonijna i bardzo merytoryczna, także z sąsiednimi gminami. Mamy bardzo dobre relacje z Województwem Dolnośląskim, także dlatego, że mamy radnego wojewódzkiego, który jest rzecznikiem naszych samorządów w sejmiku dolnośląskim, a jednocześnie łącznikiem pomiędzy Urzędem Marszałkowskim a tzw. terenem. Pracujemy zgodnie na rzecz Doliny Baryczy w Lokalnej Grupie Działania i Lokalnej Grupie Rybackiej. Dzisiaj widać, że nawet konkurencja i ubieganie się o tę samą pulę pieniędzy może odbywać się sposób kulturalny, cywilizowany i godny. Razem z wójtami burmistrzami i starostami utworzyliśmy coś w rodzaju zwartej grupy północnej, która wspólnie zabiegała o dowartościowanie finansowe północnej części województwa dolnośląskiego, skierowanie tu środków na turystykę, przede wszyskim rowerową, a także na infrastrukturę, które przez lata była zaniedbana. Od Wołowa poprzez Oborniki Śl., Prusice, Żmigród, Krośnice, Milicz, Cieszków po Twardogórę i Międzybórz, Dobroszyce, mamy wspólny kierunek działań, koordynowanych i wzajemnie konsultowanych, aby wzmocnić siłę oddziaływania bądź na administrację samorządowa, a często też rządową. Ostatnio mieliśmy tego przykład, gdy wyłączono połączenia kolejowe z Wrocławiem i Poznaniem. Wspólne działanie samorządów z Dolnego Śląska i Wielkopolski przyniosło już wymierne efekty.

– Komunikacja była ważnym elementem pana kampanii wyborczej. Czy to, co zostało zrobione, zadowala Pana?

– Nie zadowoli mnie nawet wtedy, gdy wykonam wszystko, co zostało zaplanowane. Bo zaniedbania drogowe w gminie Milicz są szczególnie duże i dokuczliwe. Po prostu przez ostatnie lata w gminie Milicz dróg raczej nie robiono, O czym najlepiej świadczy fakt, że nie wykorzystano na ten cel ani środków unijnych, ani funduszy krajowych z tak zwanych „schetynówek“ czy środków regionalnych np. z funduszu ochrony gruntów rolnych. Dzisiaj są tego efekty. Widać to po Miliczu, w którym z roku na rok przybywa pojazdów, ale w ślad za tym nie przybywa dróg, objazdów, połączeń alternatywnych, łączników, dodatkowych pasów. Wciąż zachowujemy archaiczny, osiowy układ komunikacyjny, czyli koncentrację wzdłuż głównego szlaku komunikacyjnego północ – południe, którym dzisiaj jest droga krajowa nr 15 dzieląca Milicz na pół. Dlatego tak ważne znaczenie ma mała obwodnica, budowana od Karłowa do drogi Sułowskiej, ważna dla SP nr 2, dla osiedla Mickiewicza, dla szpitala, ale także dla mieszkańców Świętoszyna i Miłosławic oraz Sułowa. Przystępujemy do drugiej bardzo poważnej inwestycji, czyli budowy drogi w obszarze bardzo dynamicznie się rozwijającym, czyli Wszewilkach, gdzie też zapomniano o infrastrukturze drogowej przy licznie powstających domach jednorodzinnych, przy nowo powstającym osiedlu. Droga którą rozpoczynamy budować w tym roku ma zmienić ten stan rzeczy. Będzie główną osią komunikacyjną „nowych“ Wszewilek. Skończyło się długoletnie oczekiwanie na drogę w Łąkach – uroczo położonej miejscowości, przez którą łatwiej jest chyba przepłynąć niż przejechać. Na swoją kolej czekają też mieszkańcy Miłochowic i Pogórzyna, którym także od lat obiecywano normalną drogę. Droga do Kątów istnieje tylko teorytycznie a jej pokonanie wymaga wielkiej determinacji. W tym roku przystępujemy do jej budowy. Czekają w kolejce jeszcze Duchowa i Niesułowice. Wcześniej udało się zrobić drogę w Piękocinie, Ostrowąsach, Czatkowicach, Karminku, kilkanaście chodników, ścieżki rowerowe w Miliczu przy ulicy Wojska Polskiego, a teraz duże projekty w stronę Żmigrodu i Wrocławia, a także mała obwodnica rowerowa od Wojska Polskiego do ulicy Krotoszyńskiej. To wszystko jest możliwe do zrobienia, potrzebujemy trochę szczęścia I oby zdrowie dopisywało…

– No właśnie a propos zdrowia–jak wygląda projekt połączenia gminnego ośrodka zdrowia ze szpitalem milickim?

– Wygląda nieźle, choć mogłoby być pewnie lepiej. Nieźle dlatego że w jednej i drugiej radzie, myślę o miejskiej i powiatowej, na szczęście większość stanowią ludzie rozsądni i uczciwi. Roztropni myślą w kategorii dobra współnego, uczciwi na sercu mają los pacjenta, a nie swój, doraźny i choćby chwilowy interes polityczny. Wszyscy wiedzą, że połączenie jest jedynym, logicznym, rozsądnym i efektywnym działaniem. Więc trzeba do tego doprowadzić, bo sytuacja szpitali powiatowych w najbliższym czasie wcale nie będzie lepsza. Nie widać ku temu przesłanek. Jeżeli nasz szpital ma utrzymać swoją kondycję, swoją sprawność, swój dobry poziom świadczenia opieki, to musi być sukcesywnie wzmacniany i doposażany. Taką szansę daje tylko i wyłącznie zgodna współpraca samorządów autentyczne zaangażowanych w sprawy szpitala. Nasz proces połączenia jest pierwszym krokiem, który trzeba szybko wykonać. Zapewniam, że wyniki przyjdą szybko. A pierwszym, wymiernym i widocznym efektem działań będzie zakup nowoczesnych narzędzi diagnostycznych – przede wszystkim tomografu komputerowego, na który szpital tak długo czeka. A właściwie czekają pacjenci. Przewlekanie tego procesu, jest jednocześnie odwlekaniem daty pojawienia się tomografu w milickim szpitalu.

– Po raz kolejny zmienia się dyrektor Ośrodka Kultury w Miliczu. Dlaczego ta funkcja jest tak „gorącym stołkiem“?

– Nie wiem. Być może wynika to z natury osób, które łączą w sobie cechy artysty, menedżera i urzędnika? A być może trudno to pogodzić? W moim przekonaniu, ale także dużej części mieszkańców gminy, Paweł Leśko wykonał ogromną pracę w dziedzinie kreowania i upowszechniania kultury, w gminie miejsko-wiejskiej, jaką jesteśmy. I to przez ubiegły rok dało się zauważyć. Oczywiście mówię o tych, którzy w ogóle obcują z kulturą, i choćby raz na jakiś czas uczestniczą w przedsięwzięciach kulturalnych. Ale stało się, jak się stało. Przy tej okazji, czyli medialnym linczowaniu Pawła Leśki, z pewnym zdziwieniem, ale i rozbawieniem, obserwowałem głosy oburzonych moralistów, co, przyznaję, radykalnie zmieniło mój pogląd na lokalną społeczność. Zobaczyłem jak Milicz jest bardzo moralny, czysty, etycznie prawy, jak wszyscy się tu dobrze prowadzą. Są wierni sobie, swoim współmałżonkom, więc księża w konfesjonałach powinni być całkowicie bezrobotni. Niestety, wszyscy wiemy że jest inaczej, a hipokryzja w tym wypadku osiągnęła swoje szczyty. Przy całym szacunku dla Leśki – muzyka, animatora, konferansjera, showmana, menadżera, sportowca – nie mogłem kontynuować tej współpracy. Dlatego ośrodkiem od 23 stycznia kieruje Sylwia Szydłowska – Małecka. I to jest opcja długoterminowa, zapewniam.

– Nie żal Panu spółki Ziemia Milicka, która ogłosiła swoją upadłość?

– Od ponad 2 lat nie mam z nią żadnego związku ani nawet kontaktu. Tym bardziej wpływu na podejmowane tam decyzje. Kiedy odchodziłem z powiatu spółka miała nie więcej niż 200 tys. zł zobowiązań. Dziś ma ponoć 5 razy więcej. Trudno mi więc powiedzieć czy to decyzja właściwa, jedyna słuszna, czy poprawna. O nowym prezesie jak i decyzji o upadłości dowiedziałem się z mediów. Mam nadzieję, że nie ucierpi na tym szpital, bo posiłki przygotowywane przez spółkę i dostarczane do szpitala miały bardzo dobrą opinię u pacjentów a nawet kadry medycznej.

– A jaką opinię ma spalarnia przyszpitalna?

– Trzeba by zapytać pracowników szpitala. Ale myślę że oni są dobrze zorientowani w tym, że to nie spalarnia jest przyczyną gęstego powietrza w Miliczu, szczególnie w mroźne poranki. Ponadto jej sprzedaż znacznie poprawiła kondycję milickiego szpitala, poprzez dopływ gotówki, a także odciążając szpital kosztami utrzymania. W innym przypadku ten szpital byłby dzisiaj w sytuacji podobnych placówek jak choćby w Trzebnicy i Oleśnicy, gdzie rządzą koledzy partyjni pana posła Babiarza. Przypomnę, że w Sycowie zamknięto internę, a w Trzebnicy borykają się z ogromnymi problemami finansowymi. Temat spalarni, jako dyżurny, pojawia się zawsze wtedy, gdy pan poseł przypomni sobie, że jest z Milicza. A najgłośniejszą rzeczą, z jaką dotychczas jest kojarzony, to stanowisko kierownika poczty w Miliczu, które otrzymała była asystentka, którą poznała cała Polska po specyficznie dokonanych zakupach w Dino…. Ostatnio o tej sprawie napisała Polityka (5/2017) w artykule pod znamiennym i wymownym tytułem „TKM“ (teraz k…a my!).

– Cała Polska zajmuje się też przygotowaniami do nowego roku szkolnego, jedni z obawami, inni z nadziejami, wszyscy z pewną niewiadomą. A jak będzie w gminie Milicz?

– Niewiadoma towarzyszy tej zmianie od początku. Niestety, większość konsekwencji krótkiego czasu, braku podstawy prawnej, spadnie na samorządy lokalne. My od października prowadzimy konsultacje, odbyły się 3 debaty oświatowe, spotkania w radach pedagogicznych, SP 2, Gimnazjum w Miliczu i Sułowie, a także Wróblińcu. Trwają spotkania z rodzicami. Do wyboru jest jedna z dwóch dróg, jeśli chodzi o przyszłość dzisiejszych gimnazjów. Przedłożymy te propozycje Radzie Miejskiej, która w lutym jeszcze dokona wyboru i ustali taki lub inny porządek oświatowy w gminie. Proszę wziąć pod uwagę, że w dyskutowanej wersji przywrócenia w Miliczu kolejnej szkoły podstawowej, znaczący głos muszą mieć dzieci przyszłych 1. i 4. klasistów. Bo to te roczniki mają budować nową podstawówkę od podstaw. Muszę mieć przekonanie, że w tej sprawie wysłuchaliśmy wszystkich zainteresowanych głosów w sprawie. W najbliższy poniedziałek spotykam się z rodzicami dzieci z „zerówek“ i klas 3 w SP nr 2 w Miliczu.

– Jaka będzie druga część Pana kadencji?

– Pracowita…

– I tylko tyle?

– A to mało???

Rozmawiał: hol