Prokuratura bada czy do śmierci policjanta w Wiszni Małej nie doszło w wyniku błędów i zaniechań w planowaniu akcji.
W strzelaninie zginął dowodzący akcją Mariusz Koziarski z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji (SPAP) i okradający bankomat bandyta. W sobotę 2 grudnia przed północą rannych zostało trzech innych funkcjonariuszy.
Akcja w Wiszni Małej miała być zwieńczeniem prowadzonego przez blisko dwa lata rozpracowywania grupy okradającej bankomaty w całym kraju. Rozpoczęła ją specjalna grupa policjantów Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, gdzie od połowy 2015 r. doszło do serii napadów na bankomaty. Od marca 2015 do marca 2017 r. odnotowano tam aż 14 tego typu przestępstw, najwięcej w Trójmieście, ale także m.in. w Łebie, Dębkach i Skarszewach. Do podobnek akcji doszło też w podmilickich Gądkowicach.

Takie napady zdarzały się również w Wielkopolsce. Dlatego do sprawy zaangażowani zostali funkcjonariusze z Poznania. Wytypowano potencjalny skład przestępczej grupy. Jednym z jej członków miał być Łukasz W., zastrzelony podczas akcji w Wiszni Małej, mieszkaniec podpoznańskiego Kiekrza.
Czytaj też – Po strzelaninie w Wiszni Małej
Policjanci wiedzieli, że jest niebezpieczny i może być uzbrojony. Ustalili, że w grudniu będzie chciał obrobić bankomat w Wiszni Małej. Dlatego zorganizowali zasadzkę.
Z iloma napadami na bankomaty można połączyć zatrzymanych podczas akcji w Wiszni Małej pochodzącego z Pomorza Jacka S. i Grzegorza K. z Mazowsza, bada obecnie Prokuratura Krajowa, która przejęła śledztwo prowadzone dotychczas przez Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu. Wyłączone z niego zostały jednak wątki dotyczące przeprowadzenia samej policyjnej akcji.
Czytaj także – Czy to był sprawca wybuchu w Gądkowicach?
Śledczy badają, czy śmierć funkcjonariusza nie była skutkiem popełnionych błędów, i czy na etapie jej przygotowania nie doszło do niedopełnienia obowiązków przez osoby nią kierujące.