Nie mów nikomu Sekielskiego to swoisty suplement do wydarzeń, które niedawno wstrząsnęły Miliczem

Tomasz Sekielski, autor dokumentu nakręcił dokument o zjawisku pedofilii w polskim Kościele katolickim. „Tylko nie mów nikomu” to film wyznań, bólu i zapis strachu.

Temat księży molestujących nieletnich przez wiele lat był tuszowany i ukrywany przed opinią publiczną. Zarówno Kościół katolicki, jak i organy państwowe oraz samo społeczeństwo nie zrobili dość, by zapobiec tego typu zdarzeniom. Od pewnego czasu czuć jednak coraz wyraźniejszą potrzebę zwrócenia większej uwagi na problem zaburzeń pedofilskich wśród osób duchownych.

Wyrazem społecznego oburzenia na liczne skandale i przypadki ukrywania sprawców są również dzieła kultury: najpierw „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, a teraz stworzony dzięki wsparciu użytkowników Patronite dokument „Tylko nie mów nikomu”.

W filmie brakuje nieco pokazania skali problemu (chociażby powołania się na mapę kościelnej pedofilii przygotowanej przez Fundację „Nie Lękajcie Się”) oraz wytłumaczenia mechanizmów tuszowania i ukrywania księży sprawców. Przedstawiciele Kościoła pytani o film Sekielskiego mogą (i pewnie będą) mówić, że ot, to tylko kilka przypadków, kilka „czarnych owieczek”, które przecież wszędzie mogą się pojawić.

Gdy uważniej wsłuchać się w to, co mówią nam autorzy filmu nie znajdziemy tu strawy dla tramwajowych ateistów. Wszyscy w jakiś sposób dotknięci pedofilskimi aferami (nie tylko bezpośrednie ofiary) mają okazję wejrzeć też w siebie. Mogą zadać sobie pytanie o to, dlaczego wiele podejrzanych sytuacji zbywali milczeniem bądź żartem. Wszak to nie przypadek, że Milicz potrzebował aż podejrzanego typka, by z wiedzą o księdzu się zmierzyć.

Jeżeli choć ta potencjalna czujność osób dotąd biernie obserwujących, czy też zbywających takie sprawy grubym żartem czy wzruszeniem ramion będzie pokłosiem filmu Sekielskiego, to wiele…

Kropla drąży skałę…