Suspensa to kara jaką nałożył na księdza Adriana Kosendiaka Metropolita wrocławski, arcybiskup Józef Kupny. Ksiądz nie może odprawiać mszy, spowiadać nauczać a nawet nosić sutanny.

Adrian Kosendiak to wikariusz, który w ubiegłym roku publicznie oskarżył jednego z wrocławskich proboszczów o gwałt. Arcybiskup nie dopatrzył się dotąd winy proboszcza. – To było wszystko pod przymusem. Chwycił mnie jakoś tak za gardło, że nie mogłem oddychać. Zaczął mnie dusić, a później rozebrał. I później doszło do czynów. Każdego dnia się modlę, żeby już nikogo więcej nie skrzywdził. Pamiętam to zdanie, które powiedział po wykorzystaniu mnie: nie martw się, jesteś w tej samej grupie, będziemy się spotykać częściej, przed tobą kariera, awanse. I tym myślał, że mnie kupi(..) Próbował mnie kupić pieniędzmi, karierą – wspominał w mediach ksiądz.
Arcybiskup odsunął wtedy proboszcza od obowiązków. Kosendiak oskarżał też wielu wysokich rangą księży z wrocławskiej kurii. Chodziło m.in. o podwójne życie czy przekręty finansowe. Niedługo później w sieci pojawiło się inne nagranie. Z niego wynikało z kolei, że to sam ksiądz Kosendiak miał proponować seks nieletnim chłopcom. Sprawą zainteresowała się prokuratura. Swoją komisję powołał też arcybiskup. – Prokuratura umorzyła śledztwo – informuje dziś Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. I dodaje, że śledczy nie potwierdzili oskarżeń, o których w nagraniu wspominał ksiądz Kosendiak. W sprawie rzekomego gwałtu przesłuchano ks. Kosendiaka oraz byłego wrocławskiego proboszcza. Kosendiak złożył obszerne wyjaśnienia, a były proboszcz nie przyznał się do zarzutów. Miał zaprzeczyć, że doszło do sytuacji, w której przemocą miał zmuszać Kosendiaka do „innych czynności seksualnych”. Który z kapłanów mówił prawdę? Prokuratura już tego nie badała, bo umorzyła sprawę, ze względu na przedawnienie – do zdarzenia, o którym mówił Kosendiak miało dojść w 1999 roku. To jednak nie zamyka sprawy afery we wrocławskim Kościele, ponieważ prokuratura nadal będzie zajmować się wątkiem dotyczącym byłego wikariusza z Milicza. W tym przypadku chodzi o podejrzenia, które dotyczą udostępniania przez niego treści pornograficznych małoletnim. Tymczasem Kosendiaka ukarał już arcybiskup. – Dotychczasowa praca specjalnie powołanej przez arcybiskupa komisji nie potwierdziła większości zarzutów, jakie padały na nagraniu udostępnionym w internecie. Ksiądz arcybiskup po analizie dotychczas zebranego materiału nałożył na księdza Adriana Kosendiaka karę suspensy, czyli największą z możliwych kar, jakie biskup może ukarać duchownego – mówi ksiądz Rafał Kowalski, rzecznik metropolity wrocławskiego, arcybiskupa Józefa Kupnego. – Badane są jeszcze materiały dotyczące dwóch duchownych – byłego proboszcza i wikariusza, który był bohaterem nagrania – zastrzega Kowalski. Kara suspensy polega na odsunięciu od pełnienia jakichkolwiek funkcji duszpasterskich. Ukarany kapłan ma np. zakaz odprawiania mszy, spowiadania, czy nauczania oraz noszenia stroju duchownego. Nie wiadomo, gdzie jest teraz ksiądz Kosendiak. Wie to tylko arcybiskup.
(źródło Gazeta Wrocławska)