Dorobił się Milicz swojego Katona, bezwzględnego społecznego prokuratora rozrzucającego najcięższe zarzuty na prawo i lewo też.
Lokalny Katon ma kilku mniej i bardziej uważnych fanów, kilku słuchaczy i coraz liczniejsze grono szyderców, którzy nieszczególnie cenią jego dotychczasowe osiągnięcia zawodowe. Wbrew doświadczeniu życiowemu Lokalny Katon uważa, że jego samego surowe normy, które sam zresztą z powagą stanowi, nie obowiązują. Może on zatem obrzucać błotkiem wszystkich wkoło (no, z nielicznymi wyjątkami) natomiast uprzejma prośba o zwrot wypożyczonego przez Lokalnego Katona sprzętu wywołuje nową falę zarzutów i oskarżeń. Niekoniecznie zresztą pod adresem osoby zwrotu się domagającej. Cóż Lokalny Katon uważa zapewne, że za całą moralność mają wszystkim wystarczyć jego surowe napomnienia.
Można go zrozumieć, wielu z nas ma zapewne w swym dziecięcym życiu epizod, w którym z całą powagą, pieczętował kartoflanym stemplem manifesty Cesarza Wszechświata.
Lokalny Katon uważa także, że jakakolwiek próba oceny jego osoby (bo tak o sobie pisze, mówi i myśli), kompetencji czy też osiągnięć jest nieuprawnionym gwałceniem jego skromnego (w jego własnym mniemaniu) ego (choć pewnie napisanie ego małą literą również stanie się dla niego kamieniem obrazy)
Lokalnego Katona zna wszak każdy z nas, przy każdym stole znajdzie się jeden taki co wiele rzeczy wie lepiej, a już wszystko to zna i słyszał na pewno. Chodzi tylko o to, by każdego Katona traktować z należnym mu brakiem powagi.

Jarosław Szymoniak