Jak to będzie z żywym karpiem?

Tradycja karpia, szczególnie żywego, wydaje nam istotna. Pewnie dlatego wielu z nas wciąż akceptuje barbarzyńskie metody sprzedaży ryby żywcem.

Karpia stał się modny w głębokim PRL. Partia nie miała pomysłu na dostarczanie ryb morskich, bo gospodarka planowa nie była w stanie poradzić sobie z logistyką. W latach 50. ukuto zatem hasło „Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce”.

Żywy karp sprzedawany w sklepach to również echo tamtej tradycji. Przetworzona ryba szybko się psuła, wymyślono więc, że karpie będą przewożone i przechowywane w wannach i innych pojemnikach.
Echo tych prtaktyk mamy do dzisiaj, czasem kończy się tak jak w Krotoszynie – KLIK!
Nie zawsze jest tak drastycznie, ale film pokazuje, co przechodzą żywe stworzenia zanim staną się wigilijnym specjałem.
Gdzie żywego karpia na pewno nie kupimy? Taką decyzję zadeklarowały sieci Lidl, Aldi, POLOmarket, Auchan, E.Leclerc czy Tesco. Nie wiadomo jeszcze co z Biedronką czy Dino?

Jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, przeciętny Polak zjadł w minionym roku blisko 12,5 kg ryb i owoców morza. To o blisko 5 proc. mniej niż rok wcześniej.

Najchętniej jemy ryby morskie. Przede wszystkim śledzie, łososie i ryby białe: mintaja, dorsza, morszczuka czy makrele. Najwięcej ryb i owoców morza ląduje na talerzach Portugalczyków, nawet do 90 kg rocznie na osobę. Jednak to nie Portugalczycy, a Chińczycy są największymi producentami ryb. Szacuje się, że chińska produkcja ryb i owoców morza odpowiada 2/3 światowej produkcji.