Gmina Milicz ma budżet

Milicz ma budżet i to w kształcie zaproponowanym przez Burmistrza Piotra Lecha. Nie obyło się bez kontrowersji.

Tradycyjnie już po sesji odbyła się dogrywka na facebookowym fanpage’u radnej Doroty Folmer. Biczowaniu poddano tu radną Marzannę Łabaczuk, która zagłosowała za poprawkami do budżetu, doprowadzając tym samym do przyjęcia go w  burmistrzowskim kształcie.

W biczowaniu przodowała sama radna Folmer, wsparta rodzinami Folmerów i Szatkowskich co nie dziwi wcale. Nie dziwi także powołanie na świadka niegodziwości radnej Łabaczuk księdza Jerzego Popiełuszki. Skoro na świadka uczciwości koalicyjnych rozgrywek powoływano już bohaterską Inkę, to i ksiądz Jerzy przy budżecie dziwić nie może.

Nie dziwi także arcysurowa ocena wszelkich możliwych przymiotów radnej Łabaczuk. „Piła kawę z burmistrzem” – oskarżająco wyciągają palce – radna Folmer i jej zwolennicy. „Przechodzę na drugą stronę” cytują radną, odsądzając ją przy tym od czci i wiary. Stwierdzenie „każdego można kupić” to już tylko fragment tej dość paskudnej retoryki. Choć zapewne nie mieści się w niej pytanie „ile musiałbyś zarobić, żeby głosować z nami”.

Warto też przy okazji wspomnieć o co toczyła się polityczna gra budżetowa. Jednym z elementów budżetowych rozgrywek były cięcia pieniędzy na kulturę. Cięcia dotknęłyby na przykład Ośrodek Kultury, skończyłoby się to zapewne likwidacją jego ośrodka w Sułowie. To pewnie w ramach wyrównywania szans. Jak ciąć pieniądze na promocję równocześnie proponując (program Doroty Folmer) przywrócenie Dni Milicza? Dalibóg, trudno powiedzieć.

Poszczególne elementy tej układanki i tak nie dają wglądu w sposób myślenia na inkryminowanym fanpage’u. Prezentowane tam myślenie plemienne  „gęgaj z nami” nijak się ma do myślenia w kategoriach dobra wspólnego. Czy ktokolwiek z dyskutantów wspomniał tam o zaletach budżetu Doroty Folmer (tak go umownie nazwijmy), czy ktokolwiek powiedział w czym jest on lepszy od burmistrzowskiego? Skądże. Ważniejsze i bardziej wydajne retorycznie okazuje się kwękanie o plemiennej lojalności. Czy naprawdę o to chodzi w lokalnych sprawach?