To, że zapadł nakaz zapłaty nie oznacza wcale, że mieszkańcy gminy okazali się ubożsi o 900 tysięcy złotych. Wszystkim rozgrzanym perspektywą tego wydatku zalecam szklankę bardzo zimnej wody.

Firma K-Bud z pobliskich Prusic lubi i umie wygrywać przetargi, jak widać na załączonym obrazku potrafi też całkiem nieźle komunikować się ze społeczeństwem. Liczba podnieconych owym nakazem zapłaty każe przypuszczać, że jest to komunikacja wyjątkowo skuteczna.
Czym jest ów nakaz zapłaty, który w taki pląs wprawił połowę politycznego Milicza? Ano jest wydanym w trybie niejawnym postanowieniem Sądu uznającym, że dokumenty przedstawione przez JEDNĄ (tak, tak) stronę wskazują, że roszczenie jest zasadne.
Od nakazu zapłaty można się odwołać i często strona pozwana (tak jak Gmina Milicz w tym przypadku) czyni to skutecznie. Zanim zatem ktoś złapie kamień, niech najpierw odda się lekturze.
Ta ignorantia iuris dziwi zwłaszcza w przypadku kandydatki na burmistrza, która szczegółowo zna przecież mechanizmy działania wymiaru sprawiedliwości, czego dowodzi licznymi procesowymi wystąpieniami czy to w sprawach cywilnych, administracyjnych i karnych.
Ciekawy jest również sam sprawca zamieszania, firma K-Bud miała stosować ów gwarancyjny manewr wobec kilku gmin. Ze skarbnikiem jednej z nich udało nam się porozmawiać. Efekt rozmowy ujmijmy więc tak, że Skarbnik ów nie był najwyższego zdania o samej firmie, z dużym uznaniem za to mówiął o jej prawnikach. W tej sytuacji zastrzeżenie anonimowości nie dziwi nas już wcale.
I tak to teraz wygląda. Gmina (wspólnota, do której należą wszyscy, opozycja zatem też) mierzy się z trudnym przeciwnikiem, a na zapleczu uwijają się ludzie ciężko przejęci jej sytuacją, tyle tylko, że z przyczyn wyborczych szczerze i z uśmiechem życzący jej porażki.
Jakby to powiedzieć… A o pomysł na gminę w nadchodzących latach nie byłoby się ciekawiej pospierać?
Jarosław Szymoniak