Dla ludzi o mocnych nerwach i wielkiej sile woli

Gdy spojrzy się na którąś z wyświetlanych powyżej reklam ma się zapewne ochotę szybko pobiec do lodówki. Gorzej, gdy jakiś fast food mamy w pobliżu. Podwójny cheeseburger to zapewne minimum. Tymczasem śmieciowe jedzenie zabija rokrocznie tyle samo ludzi co głód. Koszmarny paradoks równa liczna chorych z przejedzenia i głodu.

Niedawno jeden ze współpracowników Donalda Trumpa ujawnił, że amerykański prezydent jest fanem śmieciowego jedzenia. W McDonaldsie najczęściej zamawia dwa Big Maki, dwa Fillet-O-Fish i dietetyczną colę. Wraz z Trumpem na otyłość cierpi na świecie jeszcze około 700 milionów ludzi, w tym 100 milionów dzieci. O eksporcie otyłości z Ameryki na łamach Krytyki Politycznej, pisze właśnie Kenneth Rogoff.
W 1960 roku przeciętna kobieta w USA ważyła 63 kg, a dziś średnio waga mężczyzn wynosi 88 kg (w tym samym okresie średni wzrost wszystkich Amerykanów podniósł się o 2,5 cm). Taki sam proces zachodzi na całym świecie: wskaźniki otyłości szybują w Europie, Ameryce Łacińskiej, a nawet w Chinach.
Chociaż ciężko określić, jakie długoterminowe konsekwencje dla zdrowia niesie ta sytuacja, to istnieje wiele dowodów, że otyłość przyczynia się znacząco do częstszych zachorowań na cukrzycę typu II, niektórych rodzajów raka, a także do częstszego występowania ataków serca. Koszty leczenia nie mieszczą się w głowie: ocenia się, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych zbliżają się do 200 miliardów dolarów rocznie. A coraz częstsza otyłość wśród dzieci na całym świecie, która zwiastuje znacznie większe problemy zdrowotne dla dorosłej populacji w przyszłości, bo koszty opieki zdrowotnej jeszcze bardziej wzrosną.
Tymczasem wiele rządów wprowadzając najróżniejsze programy walki z otyłością już na starcie stoi na przegranej pozycji. Nie ma szans z gigantycznymi pieniędzmi i siłą lobbystów, którzy skutecznie lokują w społeczne świadomości przekonanie, że fast food i prefabrykowana żywność to nasz obiekt marzeń.
Rządowe agencje okazały się niestety zbyt powolne we wprowadzaniu odpowiednich regulacji, żeby spróbować odwrócić te trendy (np. poprzez wspieranie szerzenia edukacji opinii publicznej odnośnie nauki o żywieniu). Poza tym większość programów rządowych przeciwdziałających otyłości od zbyt długiego czasu skupia się tylko na mechanicznym ograniczaniu spożycia kalorii, bez uwzględniania tego, że różne produkty żywnościowe w skrajnie różny sposób wpływają na poczucie zaspokojenia głodu.
A jak jest u nas? Dość sobie przypomnieć ogólnonarodową histerię jaka wybuchła przy próbie ograniczenia dystrybucji słodkości w szkolnych sklepikach, by uświadomić sobie, że na rząd nic się tu zgonić nie da.